piątek, 11 marca 2016

Od Ayi c.d. Ramiego

- Uch, rozumiem - chrząkam, naciągając z powrotem na czoło spadającą mi czapkę. Marvel merda ogonem, a ja mu zazdroszczę, że... no... jest psem i ma gęstą, ciepłą sierść, dzięki której te mrozy są mu niestraszne. Z drugiej strony, nie jest aż tak źle... Chyba, że faktycznie wziąć pod uwagę egipskie korzenie Ramiego, to może nie jest zbytnio... przyzwyczajony. Ja, jako Kanadyjka z krwi i kości dziarsko znoszę wszelkie pogody tego typu, toteż na spacery z Marvem wychodzę niemalże codziennie, nie przejmując się ujemnymi temperaturami. 
- Skoro już tu stoimy, chciałbyś może wpaść do mnie na kawę? Faktycznie jest tu trochę zimno. - kłamię, gdyż nie jest mi aż tak chłodno, nie licząc odmarzniętych dłoni z powodu braku rękawiczek. Poza tym jestem opatulona w ciepły sweter i płaszcz, co chroni mnie przed zimowymi urokami.
- Czemu nie? - Rami wzrusza ramionami, uśmiechając się przyjacielsko. Jak dużo czasu minęło, odkąd ostatnio piliśmy razem kawę... No... Nie kawę i nie całkiem razem - bo pamiętam to jak dzisiaj, że byliśmy jeszcze z Elise, Thomasem i Bradem, i że każdy z nas zamówił kakao. Pamiętam też, że Brad i Thomas byli z rocznika Ramiego, Elise natomiast była moją najlepszą klasową kumpelą. O, tak, byłyśmy wtedy w pierwszej liceum, a chłopacy w trzeciej. Niestety... utraciłam kontakt z nimi wszystkimi - właściwie z Ramim też, ale tak się złożyło, że spotkałam go tutaj.
- Co się tak zamyśliłaś? - śmieje się Rami wesoło.
- Wspominam. - unoszę głowę, aby spojrzeć na twarz chłopaka.
Dochodzimy do mojego domu na obwodnicy miasta i wchodzimy do środka. Mama i tata są w pracy, Nikki u koleżanki, więc w domu zostały Brianna i Lena, które śpią w swoich pokojach. Zapraszam więc gościa do salonu, gdzie usadawia się na fotelu.
- To... kawy, herbaty, kakao? - pytam.

Rami? Wybacz, ale to opowiadanie jest takie żałosne :c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz