Otworzyłam oczy i spojrzałam na sufit. Podniosłam się, dzięki czemu
usiadłam na miękkim materacu, który był moim łóżkiem. Wzrok skierowałam
na stworka na ścianie, który narysowałam w dniu, w którym dostałam swoje
pierwsze pastele, czyli coś do malowania. Dopiero teraz zrozumiałam, że
trzeba wyłączyć budzik w telefonie, który grał już od parunastu sekund.
Znałam i uwielbiałam ten kawałek - System of a Down "Hypnotize".
Zaczęłam biec przez korytarz, gdyż kilka sekund temu zrozumiałam, że za
minutę powinnam być na stołówce, a pani która panuje nad sierocińcem,
nie jest miła i nie lubi dzieci, dlatego nie mogę się spóźnić.
Wybiegłam pierwsza z pomieszczenia gdy tylko można go było opuścić i
odetchnęłam z ulgą. W ciągu trzech sekund znalazłam się na podwórku.
Usiadłam na ławce gdzieś w parku, a do uszu wsadziłam słuchawki. Wyjęłam
zeszyt i długopis, po czym otworzyłam na przypadkowej stronie. W
telefonie wybrałam piosenkę Nirvany, takiego zespoły, który jest boski.
Gdy już całkowicie odcięłam się od świata i nie słyszałam niczego,
zaczęłam rysować kolibra. Wszystko się zdawało normalne. No prawie...
jeśli zauważą moją nieobecność, będę miała przechlapane i znowu mnie
pani Brailey zbije batem, a potem będzie kazać mi sprzątać cały
sierociniec. Ale mało mnie to obchodzi. Nikomu nie pozwala wychodzić na
dwór, a ja nie mam zamiaru tracić życia przez jakąś głupią babę. I wtedy
coś wylądowało na mojej głowie, jakby mały kotek, ale nie jestem pewna.
Wiem tyle, że to coś wyrwało z moich dłoni zeszyt i wyciągnęło
słuchawki w uszu. W jednej chwili się wywróciłam na chodnik, gdzie
uderzyłam o niego głową. Nie wiele się podniosłam i złapałam się za
głowę, która pulsowała.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz