piątek, 11 marca 2016

Od Lucy

Otworzyłam oczy i spojrzałam na sufit. Podniosłam się, dzięki czemu usiadłam na miękkim materacu, który był moim łóżkiem. Wzrok skierowałam na stworka na ścianie, który narysowałam w dniu, w którym dostałam swoje pierwsze pastele, czyli coś do malowania. Dopiero teraz zrozumiałam, że trzeba wyłączyć budzik w telefonie, który grał już od parunastu sekund. Znałam i uwielbiałam ten kawałek - System of a Down "Hypnotize".
Zaczęłam biec przez korytarz, gdyż kilka sekund temu zrozumiałam, że za minutę powinnam być na stołówce, a pani która panuje nad sierocińcem, nie jest miła i nie lubi dzieci, dlatego nie mogę się spóźnić.
Wybiegłam pierwsza z pomieszczenia gdy tylko można go było opuścić i odetchnęłam z ulgą. W ciągu trzech sekund znalazłam się na podwórku. Usiadłam na ławce gdzieś w parku, a do uszu wsadziłam słuchawki. Wyjęłam zeszyt i długopis, po czym otworzyłam na przypadkowej stronie. W telefonie wybrałam piosenkę Nirvany, takiego zespoły, który jest boski. Gdy już całkowicie odcięłam się od świata i nie słyszałam niczego, zaczęłam rysować kolibra. Wszystko się zdawało normalne. No prawie... jeśli zauważą moją nieobecność, będę miała przechlapane i znowu mnie pani Brailey zbije batem, a potem będzie kazać mi sprzątać cały sierociniec. Ale mało mnie to obchodzi. Nikomu nie pozwala wychodzić na dwór, a ja nie mam zamiaru tracić życia przez jakąś głupią babę. I wtedy coś wylądowało na mojej głowie, jakby mały kotek, ale nie jestem pewna. Wiem tyle, że to coś wyrwało z moich dłoni zeszyt i wyciągnęło słuchawki w uszu. W jednej chwili się wywróciłam na chodnik, gdzie uderzyłam o niego głową. Nie wiele się podniosłam i złapałam się za głowę, która pulsowała.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz