Stoję przed sklepem i patrzę otępiałym wzrokiem na przerozmaite ciasta i ciastka znajdujące się za szybą. Wkładam dłonie do kieszeni, gdyż już wystarczająco mi zamarzły, a że zaczynają mnie okropnie boleć od tego mrozu, czuję się naprawdę niefortunnie.
Hej, dlaczego nie pójdziesz do domu, spytacie. I tu zaczyna się mój problem, bo właśnie próbuję rozważyć tą decyzję. Wrócić do ciepłego, przytulnego mieszkania, czy też nie? W kieszeni macam moją jedyną monetę, która akurat starczyłaby na zapłacenie za tą pysznie wyglądającą babeczkę z posypką czekoladową. Mam jednak jeden mały acz bardzo poważny problem, jakim jest obrzydliwie długa kolejka, ciągnąca się aż za drzwi wejściowe sklepiku. Ulec pokusie, czy ją odepchnąć? Te straszne dylematy!
Na ziemię sprowadza mnie gwałtowne szarpnięcie Marvela, którego koniec smyczy trzymam w dłoni. Mieszaniec szczeka donośnie, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Przez moment zastanawiam się, co może być przyczyną takowego zachowania wilczura, jednak gdy tylko się odwracam, z uśmiechem uświadamiam sobie prawdę.
Rezygnuję z czekoladowego nieba w ustach i szybkim, aczkolwiek utrudnionym przez masy śniegu krokiem przeprawiam się na przeciwną stronę ulicy, gdzie z radością witam mojego starego dobrego przyjaciela.
- Rami, matko, jak dawno cię nie widziałam - wyszczerzam zęby w szerokim uśmiechu. - Jak życie mija? Jakoś utraciliśmy kontakt po tym, jak ja zakończyłam szkołę. - stwierdzam z lekkim przygnębieniem. - A więc? Co słychać? - dodaję nieco pozytywniej.
Rami, klusko? ^.^
Na ziemię sprowadza mnie gwałtowne szarpnięcie Marvela, którego koniec smyczy trzymam w dłoni. Mieszaniec szczeka donośnie, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Przez moment zastanawiam się, co może być przyczyną takowego zachowania wilczura, jednak gdy tylko się odwracam, z uśmiechem uświadamiam sobie prawdę.
Rezygnuję z czekoladowego nieba w ustach i szybkim, aczkolwiek utrudnionym przez masy śniegu krokiem przeprawiam się na przeciwną stronę ulicy, gdzie z radością witam mojego starego dobrego przyjaciela.
- Rami, matko, jak dawno cię nie widziałam - wyszczerzam zęby w szerokim uśmiechu. - Jak życie mija? Jakoś utraciliśmy kontakt po tym, jak ja zakończyłam szkołę. - stwierdzam z lekkim przygnębieniem. - A więc? Co słychać? - dodaję nieco pozytywniej.
Rami, klusko? ^.^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz